Archiwum

Monthly Archives: Czerwiec 2013

Zoo w mieście stołecznym to chyba nie jest biedna instytucja. Cena biletu konkretna, przy każdym zwierzaku tabliczka z nazwą sponsora, z miejskiej kasy chyba też to i owo skapnie. No i wiadomo – zoo było i będzie mekką rodzin z małymi dziećmi. W końcu gdzie indziej pokażesz czym się różni kura od żyrafy?

Po ostatnim spacerze w warszawskim zoo miałam wrażenie, że hasłem tej instytucji jest „nie ważne jak bardzo nam się nie chce i tak tu przyjdziecie”. No bo przyjdziemy, nikt przecież nie będzie jeździł do zoo w Łodzi czy gdzieś dalej.

Na powitanie – fetor zabija. Rozumiem, że zwierzęta brudzą, ale trudno mi uwierzyć, że takie oto flamingi wolą brodzić w własnych odchodach, a nie w wodzie. Dla towarzystwa – na wybiegu flamingów pieje kogut. Dlaczego tak? Bo tak! Przez chwilę zdumiałam się, że flaming głos daje taki swojsko wiejski, potem wypatrzyłam źródło. Nie zaszkodziła by jakaś drobna informacja, że w zoo są zwierzaki wolno chodzące, bo chyba tenże kogut sam się tam wprowadził?

Wybieg słoni – słodko udekorowany starymi oponami. Nie ma to jak zachowanie realiów afrykańskiej sawanny! Może by tak podrzucić od razu jakiegoś całego, zardzewiałego tira?

Ptaszarnia. Ptaszki się nudzą. Ktoś z obsługi kreatywnie wymyślił, że można im do zabawy dać kartony. Tak więc ptaszki bawią się w rozrywanie kartonu po serku piątnica. Czy producent zapłacił za lokowanie produktu?

Małpy. Robimy wybieg taki, że zwiedzający mogą niemal małp dosięgnąć i wyobraźni nie starczyło, żeby wyobrazić sobie, że ludzie wrzucą tam wszystko, co znajdą w kieszeniach? A poza tym mam niejasne wrażenie, że pawiany zamieszkują tereny leśne, a tu mają małą skalną pustynię na której biją się o orzechy i czekoladki wrzucane przez publikę. Połowa małp wygląda na chore, z szczególnym uwzględnieniem chorób skóry. Urocze. Fetor oczywiście taki, że nie dałam rady podejść blisko.

Co poza zwierzakami? Zoo ma naprawdę dużo terenu, gdzie wybiegów nie ma. I nic, naustawiane budek z hot-dogami. Kreatywności na to by zbudować jakiś tematyczny plac zabaw dla dzieci, nie starczyło. Jest tylko stara fontanna, o ile się nie mylę to pamięta ona PRL.

Pozytywne zaskoczenia? Takie też były – fajny biały paw biegający luzem (młody człowiek będący z nami, był zachwycony) i rewelacyjna jaskinia nietoperzy, podświetlona tak, że nietoperki były aktywne.

Niemniej to nieszczęsne ptaki rozdziobujące karton zainstalowały się w moim mózgu jako najnowszy symbol zoo.

Reklamy

Bywa, że rano słucham rozmów w TOK FM. Głównie gdy potrzebuję kawy. Zwykle poziom dyskusji „publicystów” stosownie podnosi mi ciśnienie, dodając gratis refleksję, że upadek jakości polityków zaczyna się od upadku poziomu publicystów i dziennikarzy.

Tym razem było o prezydent Warszawy. I oto jeden z panów stwierdził, że trzeba zweryfikować co w tej dyskusji jest ważne a co nie, bo takie rzeczy jak wymuszenie darmowego wejścia do Ogrodu Wilanowskiego ważne nie jest. Nie jest – bo to tylko 5 zł. Ważne to by było ewentualne wykazanie nieudolności w zarządzaniu.

Dla mnie ważne jest, właśnie dlatego, że to 5 zł. Władza, która uważa, że ma prawo wymusić 5 zł od bogu ducha winnego strażnika, równie łatwo wymusi 50 od policjanta, 500 od mieszkańca i 5 z dowolną liczbą zer od przedsiębiorcy. Bo dlaczego nie? Jeśli ktoś nie ma hamulców przy 5 zł, nie będzie ich miał i przy większej kwocie. Zwłaszcza w tym kraju gdzie unikanie opłat na rzecz dobra wspólnego jest niemal sportem narodowym. I okazuje się, że mistrzem zostaje czołowy polityk PO deklasując zwykłych szaraków.

A poza tym pani prezydent „na krzywy ryj” weszła pomijając nie tylko opłatę, ale i kolejkę mieszkańców tego miasta, bo władzy „się należy” nawet na spacerze po godzinach. Cóż tą panią obchodzi proza życia mieszkańców miasta, którym zarządza? Oni jej tylko przeszkadzają!

Brak szacunku dla człowieka i jego drobnego pieniążka wychodzi właśnie przy takich drobnych sprawach. I właśnie te 5 zł w moich oczach całkowicie zdeklasowało HGW. Ktoś taki miastem rządzić nie powinien.

A co do nieudolności w zarządzaniu miastem – obawiam się, że trudno tu o obiektywne kryteria, a subiektywnie to niestety ta nieudolność jest wpisana w działania wszystkich polityków z pierwszych stron gazet i wynika to z tego, że ich celem nie jest dobre zarządzanie miastem, ich celem jest przygotowanie sobie trampoliny do wyższego, upatrzonego stanowiska. Będą więc skupiać się na wyszukiwaniu medialnych tematów, a nie na rozwiązywaniu rzeczywistych problemów mieszkańców. Zresztą w tym temacie dziennikarz po raz kolejny podniósł mi ciśnienie stwierdzając, że na razie nie ma konkurencji dla HGW, bo zgłosił swoją kandydaturę jedynie burmistrz Ursynowa. Przecież jakiś tam burmistrz nie może się mierzyć z pierwszej wody politykiem (czy mówimy o realnych osiągnięciach tego burmistrza, nie! on po prostu nie stanowi odpowiedniej klasy!). Przy takim podejściu to Warszawa nie ma co liczyć na dobrego gospodarza niestety.