Archiwum

Monthly Archives: Lipiec 2013

Przeczytałam książkę autobiograficzną Moniki Jaruzelskiej – książka lekka i zabawna jak tytuł. W sam raz na zapalenia oskrzeli w środku upalnego lata. Nie będę się jednak silić na recenzje, będzie refleksja – zazdroszczę Pani Monice znaczącej liczby ludzi charakterystycznych, niesztampowych jakich spotkała w życiu – zwłaszcza w okresie szkoła-studia, ale też i potem. Zazdroszczę, bo tacy ludzie w jakimś stopniu kształtują nas samych – im ciekawsze otoczenie, tym lepszy rozwój.

No niestety w swoim okresie szkolno-uniwersyteckim widzę szarość. Chwilowa popularność naszej klasy jakiś czas temu, odświeżyła niektóre twarze i nazwiska, tylko po to by skończyć się myślą, że za tymi twarzami brak wyrazistych osobowości.  Żaden pisarz, ani przywódca nam nie wyrósł niestety. Owszem byli ludzie mili, sympatyczni i uczynni i tacy mniej, ale to nie jest coś co pamięta się po latach. Po latach pamiętam wykładowców, jak na tak nijakich studentów, wykładowcy byli niezwykli, nadal zdarza mi się zajrzeć do popełnianych przez nich artykułów.

W pracy spotkałam ciekawszych ludzi, ale to też tylko do momentu zakotwiczenia w korpo.

Reklamy

O tym jakich mamy nauczycieli w kraju każdy sam mógłby jakąś historię opowiedzieć. Naszła mnie refleksja (a tak sobie szła, szła i wpadła akurat na mnie), że niedawno opisana przez dziennikarza historia nauczycielki z zatartym wyrokiem za zatłuczenie pasierba, wiele wyjaśnia.

Co miała ze sobą zrobić ta biedna kobitka z zatartym wyrokiem? Wyobraźmy sobie, że idzie do prywatnej firmy ze swoim CV. Trochę ambitna jest, więc w byle warzywniaku pracować nie będzie, idzie np. do banku. A tam wredny przedstawiciel HR pyta „coś paniusiu robiła przez te 10 lat?” i jak paniusia nie wymyśli super przekonującej historyjki, to już poległa. No ale może kreatywna jest i wymyśliła. HR też kreatywny z tej wredności, (klima mu na kark wieje i złośliwość potęguje) to siada do biureczka, odpala komputerek i pyta wujka Googla czy tej pani nie zna. A wujek na to, że owszem zna, bo w procesie nazwisko zostało podane i kilka reportaży w sieci wisi. Potem pani dostaje uprzejmego maila, że firma znalazła lepszego kandydata. Zatarcie zatarciem, a firmy prywatne są ostrożne, bo i mają z czego wybierać.

Co więc pani zostaje? Warzywniak odpada, idzie więc uczyć do szkoły. Dyrektor szkoły nie fatyguje się oglądaniem CV, wystarczy pozytywna rekomendacja z zakonu czy od księdza proboszcza, nawet jeśli pani ma uczyć fizyki.

A teraz wspólnie obejrzyjmy reklamę opłaconą z naszych podatków, w której MEN zapewnia, że szkoła dla 6-cio latka to super opcja.