…bo każdy głupi wie, że tytuł jest konieczny

Jednakże jakoś nie mam ochoty dawać tytułu „ja też mam zdanie na temat aborcji”. Irytuje mnie, że temat odżył w sejmie, (w mediach jakoś nie odżył, zużył się już), odżył a jakże, w starej, zużytej, przeżutej wręcz formie, zamiast rozwiązań dyskusja z pod znaku „moja racja jest najmojsza”.

English: Astrocyte in vitro stained with GFAP ...

English: Astrocyte in vitro stained with GFAP to show filaments (Photo credit: Wikipedia)

Z perspektywy 3 zabiegów in vitro i ciąży podtrzymywanej farmakologicznie, aborcja nie jest dobra,

wręcz aborcja jest czymś niewyobrażalnym, ale też nie potrafię powiedzieć „zło”, bo nie wierzę aby współcześnie kobiety dokonywały aborcji ot tak. Swoją drogą to zabawne, że tak zwani „obrońcy życia” potępiają na równi kobiety dokonujące zabiegów aborcji jak i te dokonujące in vitro – ot kolejny dowód, że katolicyzm dokonuje aborcji mózgu. Praktykujący katolicy z reguły zakładają, że jestem zwolennikiem aborcji, podczas gdy nic tak nie uwrażliwia na walkę o przeżycie płodu jak in vitro.

Wracając do meritum – nie rozumiem oburzenia feministek rozwiązaniem wprowadzonym bodajże w Teksasie – gdzie kobieta przed aborcją musi obejrzeć usg płodu, gdzie lekarz tłumaczy jej gdzie są ręce, nogi i inne części tego, co chce się pozbyć. To ma być świadoma decyzja tak? To po co wmawiać, że usuwamy coś jak kawałek wątroby, bo to nie jest kawałek wątroby, chociaż dla organizmu to mniej obciążająca operacja. Co nie znaczy, ze decyzja ma być łatwa, lekka i przyjemna, bo dlaczego taka miałaby być? Zwłaszcza usunięcie płodu w 20 tygodniu to jest coś, co mnie przeraża.

… ale

cóż nam oferują „obrońcy życia” (cudzysłów celowy, bo nie życia oni bronią)? Oferują średniowieczne podejście – ródź i zdychaj razem z dzieckiem. Ródź, nie ważne w jakich warunkach, ródź nawet jeśli nie stać cię na opiekę medyczną a twoje dziecko przeżyje w męczarniach godzinę. Grunt byś

urodziła, gówno nas obchodzi co życiem twoim i dziecka. To nie są obrońcy życia to są obrońcy rodzenia i proponuję by się uprzejmie pozapładniali nawzajem i rodzili do wyzdychania.

Żyjemy w kraju, gdzie seks atakuje z każdego plakatu i każdej okładki zeszytu, ale gdzie nie ma dobrej edukacji w kwestiach antykoncepcji, a spora część młodych kobiet w ogóle do tej antykoncepcji nie ma dostępu. Środki hormonalne są stosunkowo drogie, a poza tym niepełnoletnia dziewczyna musi do lekarza przyjść z rodzicami. Jasne, jasne, już to widzę. Jestem z „inteligenckiej rodziny”, ale kiedy miałam problemy ginekologiczne, moja matka odmówiła pójścia ze mną do lekarza „bo to wstyd, i jeszcze ktoś się dowie”. Nieważne, że regularnie odbierała mnie ze szkoły półprzytomną z bólu. Skończyło się na tym, że ojciec dał mi pieniądze na prywatną wizytę, ale to były jeszcze czasy, że prywatni lekarze nie bali się przyjmować nastolatek, bo rzecz jasna nikt ze mną nie poszedł. Teraz jednak lekarz  _nie_może_ wypisać recepty bez zgody rodzica. Ok, zostawmy nastolatki, co z dorosłymi? Na wsi – wstyd. W mieście – kasa, misiu, kasa. Lekarze oburzający się na antykoncepcję w ramach NFZ-owskiego kontraktu nie są zwalniani, bo mają prawo mieć sumienie. A prywatnie sumienie jakoś potrafią uciszyć.

Co z nieuleczalnymi chorobami dzieci? Czy naprawdę ktoś ma prawo zmuszać kobiety by gwarantowały nieszczęście sobie i swojemu dziecku? Gwarantowały sobie rozpad rodziny? Jakieś wsparcie, ależ … żadne. Symboliczna zapomoga nie starczająca na życie, gdzie wtedy są nasi „obrońcy życia”? Organizują grupy wsparcia? Dyżury by odciążyć umęczoną matkę? Ależ skąd, są przecież zajęci pikietowaniem pod Sejmem, tudzież wrzeszczeniem pod przychodniami i polowaniem na lekarzy. Trzeba mieć przecież priorytety i tym priorytetem wcale nie musi być szacunek dla istniejącego życia.

Przeczytałam kiedyś reportaż o katolickiej organizacji wspierającej matki myślące o aborcji. Wow, pomyślałam, wreszcie jakiś sensowny pomysł. A potem zagłębiłam się w treść… panie z kółka co 9 miesięcy losowały karteczki, a potem modliły się codziennie za wylosowaną kobietę. Czy zadzwoniły, zaoferowały jakąś pomoc? Nie, najbardziej gorliwe modliły się po kilka razy dziennie. Ot cała katolicka moralność – grunt żeby mi było wygodnie, a w wolnej chwili pomodlę się moralność innych, ale nie, nie, nie poświęcę nic ze swojej wygody na rzecz innych, co najwyżej pójdę na spotkanie z takimi jak ja, by poczuć to cudowne poczucie wyższości moralnej. To i mamy cudownie aspołecznych Polaków, mających w dupie, że u sąsiada pożar.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: