Archiwum

Monthly Archives: Grudzień 2013

„Belgowie chcą zabijać dzieci” albo „Belgowie rozważają przyznanie dzieciom prawa do eutanazji”. Dwa tytuły dotyczące dokładnie tego samego. A mnie naszła refleksja, że za równo prawo do eutanazji, jak i prawa dzieci, to dziedziny, w których moje poglądy 10 lat temu były nowoczesne, a dziś bliżej jestem nurtu „Belgowie chcą zabijać dzieci”. I nie poglądy mi się nie zmieniły – nadal uważam, że człowiek ma prawo zdecydować, że żyć nie chce, a dzieci należy chronić, czasem nawet przed rodzicami i dbać o ich podmiotowość. Co się zmieniło? Świat dookoła proszę państwa. Nie wierzę, żeby małe dziecko świadomie poprosiło o eutanazję. No nie wierzę i już, i tą niewiarę podpieram za równo obserwacjami własnego dziecięcia, jak i tą odrobiną wiedzy o psychologii dziecka, którą tu i ówdzie udało mi się załapać.

To rodzice poproszą o eutanazję malucha. Choroba dziecka może wywoływać skrajne emocje, od walki za wszelką cenę i poświęcanie zdrowych dzieci by ratować dziecko, którego uratować się nie da (świetny przykład z własnego podwórka – nasza aktorka Ewa Błaszczyk i jej dwójka dzieci – jedno w śpiączce od kilkunastu lat, drugie funkcjonujące jako dodatek do układu mama-chora siostra) do zmęczenia i rezygnacji (ooo tu przykładów w brew pozorom jest dużo – rozpadające się małżeństwa, gdzie jeden rodzic po prostu ucieka, zostawianie śmiertelnie chorych dzieci w szpitalach).

Dlaczego nie wierzę, że poprosi dziecko? Bo dziecko i czas i cierpienie i perspektywy postrzega inaczej niż dorosły. Przede wszystkim – dzień dla dorosłego to dużo mniej niż dzień dla dziecka. Dla dziecka każdy kolejny dzień życia to jednak wielki krok. Dziecko też raczej nie uświadamia sobie beznadziejności sytuacji, raczej jej pewną przejściowość (tu oczywiście dużo zależy od tego, co przedstawiają rodzice, bo jak sprzedają dziecku brutalną rzeczywistość w rodzaju „będziesz cierpiał a potem zeżrą cię robaki” to eutanazji należy poddać rodziców nie dziecko).

W rosnących ułatwieniach w dostępie do eutanazji widzę też jeszcze jeden problem – przestanie się „opłacać” prowadzić badania nad łagodzeniem bólu czy leczeniem chorób obecnie terminalnych. Nikt tego nie będzie finansował, szybciej i łatwiej będzie przecież takiego pacjenta odstrzelić i już cierpieć nie będzie. Pewnie nawet różne kasy chorych i ubezpieczalnie zaczną to refundować bardziej chętnie niż leczenie. Władza pieniądza i „oszczędności” potrafi być bardzo brutalna.

Reklamy